sobota, 10 września 2011

„Ciemny lud” to kupi?

Nikt wam nie da tyle, ile ja wam obiecam. Ten znany, a czasami – niestety - skuteczny sposób na prowadzenie kampanii wyborczych niezwykle twórczo rozwinął wczoraj mój lubiński konkurent do senatorskiego mandatu. Całość w świetle kamer i mikrofonów nazwał „Paktem dla regionu miedziowego”. Nie powiedział wprawdzie z kim paktował, kto jest sygnatariuszem układu, ani przeciw komu jest on skierowany, ale miał do tego prawo, bo i okazja się nadarzyła. Dziennikarzom najwyraźniej tego dnia odebrało mowę, bo pytań w tej mierze ani nie zadawali, ani nie odnotowali.

Gdy czytałem i oglądałem relacje z tego medialnego spektaklu, nie wierzyłem oczom, ani uszom. Bohater tej sztuki (sztuczki) pozazdrościł mi najwyraźniej reżyserskiego dorobku, postanowił go przebić i obsadził sam siebie w roli Janosika (baśniowa nieco wersja light), już to ludowego komisarza z czasów bolszewickiej rewolty (wersja hardcore, niestety przerabiana). Otóż, ni mniej, ni więcej, ale mój konkurent obiecał, że – w razie wyborczej wiktorii - poruszy niebo i ziemię, by zabrać tym, co mają, a dać tym, co potrzebują (głównie szpitalom i kolei w regionie). Wywłaszczonymi ze swoich praw mają być właściciele największej firmy w regionie czyli akcjonariusze KGHM Polska Miedź. Już nie oni, ale polityczni zwolennicy kandydata i tego skoku na cudzą kasę, mają uzyskać prawo do podziału imponujących w ostatnich latach zysków tej firmy. A przynajmniej do „skromnej” (to określenie kandydata) ich części liczonej w… setkach milionów złotych! Co tam, nawet miliard! Kandydat był czasami niekonsekwentny. Czasami rozpędzał się i mówił już nawet o dziesiątej części całości zysku (a ten może w tym roku wynieść 10 mld zł).

Pomińmy „drobiazg”, że taki pomysł to kompletne bezprawie i naigrywanie się ze zdrowego rozsądku. Moim zdaniem mój konkurent wie o tym doskonale, niczym pan Zagłoba proponujący szwedzkiemu monarsze Niderlandy. Najwyraźniej jednak działa w myśl zasady swoich politycznych przyjaciół, których guru rzekł był onegdaj, że „ciemny lud to kupi”. W tym przypadku jeszcze ważniejsze było – tak sądzę – zorganizowanie medialnego, autopromocyjnego spektaklu - wyborczego show. Sens przedstawionych propozycji nie miał w tym przypadku żadnego znaczenia. Jak to mówił kiedyś Leszek Miller, bohater jednej ze sztuk które robiliśmy w naszym teatrze? „Naszym zadaniem nie jest przyrzekanie cudów, ale gdybyśmy obiecali gruszki na wierzbie, one by tam wyrosły”.

Kandydat nie ograniczył się jednak do wskazania „oskubanego” i wyznaczenia obdarowanych. W swoim reformatorskim zapędzie poszedł dalej. Otóż chciałby, by koleje i torowiska w regionie należały do Pol-Miedź-Trans, a szpitale (Głogów, Lubin, Legnica) do MCZ. Czyli w efekcie do KGHM. Czemu tak skromnie? – zapytam nieśmiało. Pójdźmy na całość! Wszystkie sklepy, markety i galerie wykupić dla Mercusa, żłobki, przedszkola i szkoły powierzyć Fundacji Polska Miedź, kluby sportowe w regionie przekazać SSA Zagłębie Lubin, ciepłownie, elektrownie (te planowane) i linie energetyczne Energetyce S.A., telefony i telewizje wykupić dla Dialogu… itd. itp. Przecież stać nas na to! Zysk KGHM powinien pozostać w całości w regionie! Bredzę? Owszem, ale przecież twórczo rozwijam jedynie koncepcję konkurenta. Jest tylko jeden szkopuł. Najpierw trzeba odkupić Polską Miedź od właścicieli. Od Skarbu Państwa (32 proc.) i tych prywatnych (68 proc.; to głównie fundusze emerytalne, towarzystwa ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne itp.). Czyli najpierw zebrać w regionie najmarniej 40 mld zł…

Tak się składa, że mój konkurent jest szefem rady powiatu i zaufanym prezydenta miasta, którego centrum to wielka dziura w ziemi. Może by zatem, zamiast za Golcami podśpiewywać na konferencjach „Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco. A tam gdzie to kretowisko – będzie stał nasz bank”, zajął się tym - jak najbardziej dosłownie - przyziemnym problemem? Bo inaczej, za cytowanym już panem Zagłobą, przyjdzie mi przestrzec: „Nie zaglądaj waćpan do studni, bo…”. Tu skończę. Kto ciekaw, co było dalej niech sięgnie po „Ogniem i mieczem”.

środa, 7 września 2011

Komitet Honorowy „Nasz Senator Jacek Głomb”

Za satysfakcją i radością przekazuję, że w wyborach do Senatu poparli mnie wybitni twórcy, moi przyjaciele: Zbigniew Zamachowski, Jan Peszek, Izabella Cywińska, Lech Raczak, Tadeusz Słobodzianek, Przemysław Bluszcz, Maciej Englert, Sławomira Łozińska, Anda Rottenberg, Maria Zmarz-Koczanowicz… To tylko niektóre ze znanych w całej Polsce nazwisk wybitnych twórców kultury, którzy oficjalnie poparli moją kandydaturę wchodząc w skład Honorowego Komitetu "Nasz Senator Jacek Głomb". Jest w nim także wielu ludzi doskonale znanych w Legnicy i w regionie ze swej publicznej działalności, reprezentujących bardzo różne środowiska i polityczne poglądy.


1. Mieczysław Abramowicz
2. Eric Alira
3. Józef Antoniak
4. Krystyna Barcik
5. Jan Marian Bączek
6. Jerzy Bednarz
7. Roman Bochanysz
8. Piotr Borys
9. Przemysław Bluszcz
10. Leszek Bzdyl
11. Jerzy Ciechowicz
12. Marta Chmielewska
13. Krzysztof Chopcian
14. Leszek Czarny
15. Izabella Cywińska
16. Bożena Czekańska – Smykalla
17. Janusz Degler
18. Mirosław Drews
19. Ksenia Dowhań – Domańska
20. Zbigniew Dudek
21. Katarzyna Dworak – Wolak
22. Krzysztof Dybek
23. Anna Dyduk
24. Piotr Dziarnowski
25. Tomasz Dziurzyński
26. Maciej Englert
27. Paweł Frost
28. Ludwik Gadzicki
29. Adam Gąsiorowski
30. Bogusław Godlewski
31. Joanna Gonschorek
32. Adam Grabowiecki
33. Jurgen Gretschel
34. Marek Groffik
35. Franciszek Grzywacz
36. Ireneusz Guszpit
37. Leszek Halicki
38. Jan Hila
39. Ryszard Hołubniak
40. Stanisław Horodecki
41. Jarosław Humenny
42. Mirosław Jankowski
43. Maciej Juniszewski
44. Ryszard Kabat
44. Katarzyna Kaźmierczak
45. Ryszard Kępa
46. Leon Kieres
47. Katarzyna Knychalska
48. Halina Kołodziejska
49. Władysław Komornicki
50. Jacek Kondracki
51. Anna Korzeniowska – Kuligowska
52. Krzysztof Kostrzanowski
53. Czesław Kozak
54. Czesław Kowalak
55. Wojciech Kowalik
56. Zbigniew Kraska
57..Robert Kropiwnicki
58. Igor Kruczek
59. Tadeusz Kruzel
60. Benedykt Ksiądzyna
61. Anna Lechowska
62. Aleksandra Lesiak
63. Jerzy Limon
64. Bogusław Litwiniec
65. Sławomira Łozińska
66. Łukasz Maciejewski
67. Sławomir Majewski
68. Ryszard Maraszek
69. Mieczysław Massier
70. Leszek Mądzik
71. Janusz Mikulicz
72. Maria Miłaszewska
73. Wojciech Miszczyk
74. Anna Mysyk
75. Włodzimierz Niderhaus
76. Krzysztof Olszowiak
77. Emil Orzechowski
78. Paweł Palcat
79. Jerzy Pawliszczy
80. Jan Peszek
81. Jacek Petrycki
82. Ryszard Pekala
83. Elżbieta Pietraszko
84. Magdalena Pietrewicz
85. Telemach Pilitsidis
86. Józef Pinior
87. Anna Piwowarczyk
88. Witold Podedworny
89. Tadeusz Pokrywka
90. Cezary Przybylski
91. Janusz Prus
92. Mieczysław Pytel
93. Lech Raczak
94. Piotr Rojek
95. Andrzej Romanowski
96. Anda Rottenberg
97. Zbigniew Rybka
98. Jan Serkies
99. Rafał Skąpski
100. Barbara Skórzewska
101. Raisa Slep
102. Tadeusz Słobodzianek
103. Tomasz Sobczak
104. Alicja Sokołowska
105. Józef Spyra
106. Nina Stępień
107. Bartosz Straburzyński
108. Krzysztof Szczepaniak
109. Jerzy Szumlański
110. Jan Szynalski
111. Stefan Śnieżko
112. Jan Tomaszewicz
113. Piotr Tomaszuk
114. Krzysztof Węgrzyn
115. Anna Wieczur – Bluszcz
116. Maciej Wojtyszko
117. Paweł Wolak
118. Ewa Wójcik
119. Krystyna Zajko – Minkiewicz
120. Zbigniew Zamachowski
121. Bogdan Zdrojewski
122. Maria Zmarz – Koczanowicz
123. Andrzej Żurowski

wtorek, 6 września 2011

Dwie Polski

Coraz częściej wydaje się, że mamy dwie Polski. Polskę urzędniczą, władczą, decydującą „po uważaniu”. I Polskę społeczną, obywatelską, kreowaną przez wszelkiego rodzaju stowarzyszenia i organizacje pozarządowe. Owszem, są takie wyjątki jak na przykład Jarocin gdzie te dwie Polski się przenikają, ale statystyczna codzienność jest niestety inna. Prezydent Głogowa dręcząc ostatnimi czasy kilka stowarzyszeń nie robi niestety nic wyjątkowego. Polską normą jest bowiem przekonanie samorządowej władzy o swej nieomylności, o jedynie słusznym pomyśle na miasto/gminę/powiat. Wynika to niestety z super demokratycznej ordynacji wyborczej zakładającej bezpośredni wybór prezydenta/burmistrza/wójta.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem takich wyborów. Już po dwóch kadencjach wybieranych w taki sposób gospodarzy widzimy wyraźnie, że niektórzy z nich mogą rządzić dożywotnio. Handicap w postaci permanentnego prowadzenia kampanii wyborczej w czasie sprawowania urzędu skutkuje. Mam takie wrażenie, że prezydenci-gwiazdorzy zajmują się następnymi wyborami już dzień po wygranej… Ale to nawet nie o nich chodzi, ale o dwór, świtę, kamarylę, które tworzą się wokół wybranego gospodarze. To one konserwują ten świat poprzez wzajemnie interesy i związki.

Dlatego żaden wieloletni gospodarz nie przepada za organizacjami pozarządowymi bo one mają to, czego żadna władza nie lubi: własne zdanie i wyrobiony pogląd. Ale żeby nie było taki zupełnie pięknie powiem tak: z Polską „pozarządową” jest wciąż problem, stowarzyszeń jest wiele, ale rzadko kiedy są mocne, konsekwentne, bezkompromisowe. Ludzie nie garną się do nich, tak jak to było za komuny, kiedy każda namiastka niezależności przyciągała chętnych. Bijemy się o tą obywatelska Polskę, ale wszystko jeszcze przed nami. Dlatego trzeba piętnować i opisywać przypadek każdego utrudniania działań stowarzyszeń przez samorządową władzę, jak to się ostatnio dzieje w Głogowie.

czwartek, 1 września 2011

Duch Hamleta a przepisy ppoż.

To jakaś odkopana staroć, ale myślę, że zabawna…

Zacznę od cytatu:

„W końcu lat 80. Benek zakochuje się w Ance. Anka jest „tancerką zmysłową”. Tańczy na scenie i zrzuca szatki – Niestety nie do końca – żałowała męska część publiczności (…) W latach 90. Benek ginie w wypadku samochodowym. Przy stole spotykają się jego zakaczwscy kumple. Rozmawiają ze sobą już zza grobu – Chyba bym ci przypie…jakbym żył.
Spektakl jest stanowczo za długi. Przerwa jest dopiero po dwóch (!) godzinach. Kolejna część trwa ok. 50 mint. Jest za dużo wątków – zupełnie niepotrzebnie. Dlatego w pierwszej części żaden z aktorów nie wysuwa się na pierwszy plan. W „Kolejarzu” jest zimo. Niektórzy widzowie byli zapobiegliwi i wzięli coś na rozgrzewkę.”


Jeszcze jeden fragment:

„Już przy wejściu na widzów czekały pirotechniczne niespodzianki. Ogień palił się w kotle, płonęły pochodnie. Później ogień w kotle, jakieś trzydzieści metrów od widowni, niebezpiecznie urósł. Nagle buchnął jeszcze większy gejzer. To miał być duch ojca Hamleta.
Wychodzimy – powiedział ktoś z widowni, najwyraźniej przestraszony. No, chyba wiedzą co robią – odpowiedział ktoś niepewnym głosem. Nic nie wiemy o widowisku z ogniami. Na premierze nie byłem – mówi Szymon Klecz, zastępca komendanta Straży Pożarnej w Legnicy”.


I ostatni już cytat:

„Niestety, czuć w spektaklu rękę twórcy inscenizacji „Koriolana” czy „Jak Wam się podoba”. Szkoda bo w sztuce brak napięcia, oczekiwania, wszystko zgodne z kreowaną od kilku lat konwencją. Obsada również nie wydaje się do końca trafna. Katarzyna Dworak gra taksówkarkę –hobbystę, narratora sztuki. Moje wrażenia po obejrzeniu jej niezłego występu były jednoznaczne – to powinna zagrać kobieta o wiele starsza, bardziej przekonywująca, ktoś pokroju Hanki Bielickiej, albo po prostu facet. Ale zapewne zabrakło teatrowi etatów”.

Nie chcę się na nikim mścić. Broń Boże. Nie wymienię nazwisk autorów tych popremierowych recenzji. Tak, recenzji – tak zostały one zakwalifikowane przez wydawców gazety. Wszystkie cytaty dotyczą dwóch z najważniejszych spektakli naszego teatru – pierwszy i trzeci „Ballady o Zakaczawiu” , drugi „Hamleta, Księcia Danii”. Ukazały się zaraz po premierach w najważniejszym dolnośląskim dzienniku , z mutacją legnicką. Napisali je młodzi dziennikarze, którzy do dzisiaj zajmują się mediami. Nic więcej o „Balladzie” i „Hamlecie” nie napisano wówczas, zaraz po premierze, (podkreślam, w tym najpoważniejszym dolnośląskim dzienniku!). Oczywiście, za chwilę o tych spektaklach, szczególnie o „Balladzie” dowiedziała cała Polska, przyjechali z centrali, powstawały sążniste teksty, analizy itd.

Ale ja i tak najbardziej zapamiętałem te pierwsze recenzje….

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Się dzieje

Dolny Śląsk ma pewnie najbardziej gęstą w Polsce sieć dróg. Fantastycznie – bo jest po czym jeździć, a jednocześnie przekleństwo bo remontować, namawiać, poprawiać wciąż trzeba.
Kocie łby, pamiętające wciąż bardzo dawne czasy, bywają teraz marzeniem niektórych współczesnych gospodarzy miast i miasteczek. Że takie przecież trwałe, nie jak ten PRL-owski asfalt….Więc jest po czym i dokąd pojeździć o czym się wczoraj przekonałem przemierzając nasza piękną ziemię legnicką (i jaworską) wzdłuż i wszerz.


Wszyscy cierpimy na syndrom i schemat „nic nie dziania się”. Tymczasem parę godzin w podróży uświadamia, że w tej Polsce poza TVN24, w Polsce prowincjonalnej, lokalnej, miejscowej dzieje się bardzo bardzo dużo. W Złotoryi tłumy na mistrzostwach świata w płukaniu złota, nad jedynym w regionie bezpłatnym kąpieliskiem, w Prochowicach, pod zamkiem, przywołują Napoleona, w Paszowicach Święto Pierogów i tyle ludzi, że publiczność niedawnego meczu Polska–Gruzja chowa się pod stołem, w Głuchowicach, Tyńcu Legnickim i Gogołowicach pikniki integracyjne czyli po dawnemu dożynki, święto plonów, tradycyjne, ale przez to budujące tożsamość miejsca – bardzo ważne dla lokalnej społeczności.

Się dzieje. Pogłoski o śmierci aktywności lokalnych społeczności są przesadzone. Dzieje się bardzo dużo i to w większości za pieniądze projektowe, nazwijmy je unijne, co by to nie znaczyło. Kto ma oczy widzi to. Jak mówi mój ulubiony polityk, prezes Pawlak, nie marudźmy, nie narzekajmy, tylko wiosłujmy dalej, do przodu. Tak Bogiem i prawdą, czemu szef największej chłopskiej partii mówi o wiosłowaniu naprawdę nie wiem. Na wszelki wypadek więc zrobiłem sobie w czasie peregrynacji zdjęcie z traktorem. Traktor wyszedł na nim lepiej.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Duma i uprzedzenia

„Stop prywatyzacji KGHM”. Czytam takie hasła i zastanawiam się o co w nich chodzi. Nie idzie mi nawet o strukturę własnościową spółki skarbu państwa, jaką jest KGHM, to znaczy o czym my właściwie mówimy, ale o zwykłą emocję. Dlaczego nie potrafimy być dumni z tego co się stało? Że oto nie było tu niczego i przyjechali z całego kraju ludzie i zbudowali nowy świat. Zbudowali kombinat, a wokół miasto, które jest centrum tego świata. Było miasteczko – jest miasto. Dlaczego nie potrafimy być dumni, że to się stało, że się powiodło, że KGHM podbija świat i niezależnie od rokowań co do przyszłości jest to kawałek rzeczywistości w której ludzie żyją i pracują. Zgubiliśmy zupełnie tę pozytywną emocję zamieniając ją na spór o pieniądze, wpływy i posady. „Nic nas wcześniej nie podzieliło. Dopiero pieniądze”, mówi jednak z bohaterek naszego spektaklu „Orkiestra” i to jest jedno z najważniejszych zdań jakie w nim padają.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale ale trudno bez nich żyć… Z drugiej strony życie to nie tylko pieniądze. To nasza historia, tradycja, tożsamość. I duma z tego co się dokonało. Pozytywna emocja. Wspomnienie. Spotkanie. Zagłębie Miedziowe nie ma swojej mitologii tak jak Górny Śląsk opowiadany przez Gustawa Morcinka, Kazimierza Kutza i Macieja Pieprzycę. Stwórzmy ją, nie tylko naszą teatralną opowieścią, ale lokalnymi historiami. Opowiadajmy je, zapisujmy. A politycy i kandydaci na polityków niech trzymają się jak najdalej KGHM-u. Jak się robi politycznie rzadko bywa prawdziwie. Wiem, że to marzenie, ale przecież prawdziwe życie musi się składać z marzeń…

Potwornie ideologizujemy naszą historię., Było źle – jest dobrze. Było dobrze – jest źle. Przegraliśmy, zremisowaliśmy, wygraliśmy powstanie. Przegrana rewolucja. Zwycięski remis na Wembley. Przecież ideologie rodziły się i upadały. A ludzie żyli swoim zwyczajnym (nadzwyczajnym) codziennym życiem. I ideologia nie zawsze decydowała o ich życiu,
o wzlotach i upadkach. Jedna z najważniejszych książek/filmów jakie mogłyby powstać to opowieść o życiu codziennym w Polsce w czasie okupacji. Czy powstanie? Bardzo wątpię…
Mimo to: bądźmy dumni z tego co się powiodło.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Jak reformowałem telewizję polską

Ze spraw nielokalnych: na czym zna się każdy Polak? Na polityce, medycynie i... TELEWIZJI - spędza przed nią 5 godzin dziennie!. Tak się składa, że w na przełomie lat 2003 i 2004 - to znaczy bardzo dawno dawno temu - starałem się o prezesurę TVP... To brzmi anegdotycznie z perspektywy tego, co dzieje się ostatnimi czasy w telewizji, ale wtedy brzmiało bardzo serio. Otóż politycy i telewizyjni szermierze ogłosili wówczas, że od teraz będzie apolitycznie, to znaczy, że szukają fachowych fachowców itd. Wszyscy chcieli „dobrze”, a a wyszło tak jak zawsze…Już nawet nie pamiętam jakiego „fachowca” wtedy wybrano, ale to co się działo później to totalne upolitycznienie telewizji jakiego nie było nawet za PRL-u. Ręczne sterowanie, telefony z kancelarii przeróżnych. PSL wzięło ostatnio TVP Info i PSL-owi „rośnie” bo premier Pawlak z ministrem Sawickim dzielą miedzy sobą czas antenowy, a minister pojawił się nawet w … ”pogodynce”.

Czemu startowałem wtedy w konkursie i co chciałem zrobić w telewizji? Takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie... a ta młodzież – tu ponarzekam - ogromną część czasu spędza przed ekranami (telewizorów i komputerów). Zdecydowana większość nie czyta książek, nie chodzi do teatru, nie uczestniczy w kulturze innej, niż rozrywka. Dlatego powinniśmy zabrać telewizję politykom, którzy traktują ją nie tylko jako łup polityczny i pulę stanowisk, ale głównie jako narzędzie autopromocji (stąd niespotykana w żadnym kraju świata ich codzienna obecność na ekranie, w niekończącym się cyklu "Na każdy temat..."). Dlatego powinniśmy zastopować błyskawiczną komercjalizację TVP, bo gdy ponad 80 procent przychodów pochodzi z reklam, to o misji można zapomnieć. Nie ma na nią miejsca, gdy trzeba walczyć o pieniądze. To są niby rzeczy oczywiste i wszyscy – w tym politycy – się z nimi zgadzają, ale jak przyjdzie co do czego jest zawsze tak samo. Czyli odbywa się wielkie dzielenie łupów.

O tym jak w praktyce wygląda kulturotwórcza i edukacyjna misja TVP przekonuję się co pewien czas boleśnie. Gdy proponuję telewizji ciekawe programy, które idealnie wpisują się w jej misję, słyszę ciągle to samo: owszem, to interesujące, wartościowe, nawet bardzo, ale... wiecie, rozumiecie, nie mamy pieniędzy. Jak zapłacicie (to znaczy teatr zapłaci za coś, co jest produktem jego pracy! Zatem odwrotnie, niż ma to miejsce w świecie, gdy to telewizje wspierają kulturę i płacą za pomysły, realizację, udział... itp.) to owszem, zrobimy program o was. Tak było przy okazji naszego artystycznego tournee po Syberii. Tak było – i tego nir sposób zrozumieć - przy okazji minifestiwalu poświęconego doskonałym legnickim sztukom Lecha Raczaka składającym się na "Tryptyk rewolucyjny". Rozumiem, gdy telewizja publiczna (w kryzysie) sięga po pieniądze producentów proszków do prania, past do zębów czy właścicieli hipermarketów. Nie mogę jednak pogodzić się, gdy wyrywa te niewielkie pieniądze na kulturę i sztukę, które dostajemy przecież z budżetu, od podatników. To naprawdę marne pieniądze, bo postulat 1 procent budżetu na kulturę (co i tak stawiać nas będzie w ogonie Europy) nadal jest tylko postulatem. Jako senator (jeśli zostanę wybrany) chciałbym zmienić te chore relacje, a telewizji stworzyć szansę, aby było to możliwe.

Ale jest światełko w tunelu. TVP 2 objął niedawno Jurek Kapuściński, niepartyjny wybitny telewizyjny fachowiec, twórca dobrego wizerunku „Dwójki’ z lat 90-tych i początku następnej dekady. Twórca – razem z Jackiem Wekslerem – TVP Kultura. Wyrzucony z hukiem przez PiS za prezesury Bronisława Wildsteina. W wywiadzie w „Wyborczej” Jurek zapowiedział zmiany w ramówce, takie o których „doświadczeni” pracownicy TVP mówią, że nie mogą się udać, nie przejdą…Redakcją dokumentu w TVP 1 od niedawno rządzi na powrót Andrzej Fidyk, świetny reżyser dokumentalista. Oznacza to, że do telewizji wracają fachowcy. Oby. Ważne jeszcze, żeby w niej zostali i mieli na nią wpływ. Wtedy mój pomysł na reformę telewizji sprawdzi się nawet beze mnie…

To ostanie zdanie piszę oczywiście z ironią. A tez mój start przed 7 laty był swoista prowokacją ideowa. Jak mówili, że ma być apolitycznie zaraz zgłosiłem się wiedząc, że pewnie jest lipa. Lipa – nie lipa, najważniejsze są pomysły na zmianę świata. Ale permanentna reforma telewizji jest takim pomysłem.